Praktyki studenckie – czy liczą się dla przyszłych pracodawców?

Praktyki studenckie – czy liczą się dla przyszłych pracodawców?

Wśród bezrobotnych z roku na rok przybywa studentów. Pracodawcy narzekają, że wielu z nich nie ma żadnego doświadczenia. Ale jak to, skoro obowiązują praktyki? Każdy student musi je odbyć, by zaliczyć studia. Czy pracodawcy celowo ignorują tę pozycje w CV absolwentów?

Pierwsze, ważne doświadczenie czy jednak parzenie kawy?

Wokół praktyk studenckich narosło w ostatnich latach wiele mitów. Ogólnie kojarzą się one z parzeniem kawy, co możemy potraktować dosłownie lub też jako metaforę usługiwania pracodawcom w najbardziej trywialnym zakresie, bez szans na nauczenie się czegokolwiek. Niestety, wielu studentów naprawdę doświadczyło na praktykach sytuacji, w których byli wykorzystywani jedynie do zagotowywania wody na herbatę i załatwiania ciastek dla personelu. Nierzadko spotykali się z tym w znanych koncernach i było to dla nich podwójnym rozczarowaniem: postarali się o praktyki właśnie w tej konkretnej, prestiżowej firmie, a już pierwszego dnia zostali wysłani do pobliskiego sklepu po drożdżówki. I tak do końca praktyk, przez kilka tygodni.

Z drugiej strony, nie każdy student ceni sobie możliwość odbycia praktyk w ogóle. Tacy szukają tylko możliwości ich szybkiego zaliczenia i odbębnienia. Bywa, że zgłaszają się do znajomych, którzy prowadzą działalność w określonej branży i proszą ich, by wypełnili im druki poświadczające ukończenie praktyk. Tak przecież da się zrobić, a i tak nikt nas nie sprawdzi – uczelnie również nie przywiązują do tego wielkiej wagi. Obowiązkowe praktyki powstały jako twór mający ułatwić studentom zdobycie pierwszego doświadczenia w danej dziedzinie, a nie rozliczyć ich z poziomu wiedzy. Dziekanat przyjmuje jedynie zaświadczenie, na którym ma się zgadzać ilość godzin i widnieć odpowiednia pieczątka z podpisem.

Tą drogą praktyki studenckie zyskały złą sławę, ale przecież nadal mogą spełniać swoją funkcję – jeśli tylko znajdzie się student, który widzi w nich sens.


Praktyki praktykom nierówne

Przedsiębiorstwo, w którym odbędą się praktyki, każdy student wybiera sam. Oczywiście uczelnie współpracują z różnymi instytucjami w tym zakresie, ale to, gdzie dokładnie się zgłosimy, zależy od naszej woli. Wcześniejszy research i rzeczowa rozmowa z osobą z firmy odpowiedzialną za praktykantów pozwoli uniknąć sytuacji, w której na stażu czujemy się jak piąte koło u wozu.

Praktyki traktujmy jako szansę, a nie uczelniany obowiązek. To one wprowadzą nas na rynek pracy, pozwolą zweryfikować nasze wyobrażenie o branży, nauczą etykiety, dadzą możliwość wykazania się i zdobycia kontaktów. Będziemy mieli okazję podpatrzeć, jak pracują inni. No i nasze CV nie będzie świeciło pustkami. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że gdy rozpoczniemy pracę w zawodzie, nikt nie da nam od razu satysfakcjonującej pensji przy braku wiedzy praktycznej. Nie jest zresztą w ogóle powiedziane, że w takiej sytuacji ktokolwiek nas zatrudni. Praktyki czy staż, najczęściej bezpłatne, i tak będziemy musieli zaliczyć. Im wcześniej więc zaczniemy praktykować, tym większe prawdopodobieństwo, że po studiach dostaniemy etat. Jeśli przyłożyliśmy się do naszego stażu, otrzymaliśmy od szefa dobre referencje i wypełnialiśmy konkretne obowiązki, to możemy uznać, że szansa nie poszła na marne. Nie oczekujmy jednak zbyt wiele po praktykach. W kilka tygodni nikt nie zrobi z nas ekspertów. Czasem będziemy po prostu asystować pracownikom i pewnie niejeden z nich wypije zaparzoną przez nas kawę. Ale to, czego się nauczymy, będzie nasze.

Same praktyki studenckie, które musimy odbyć, by wydano nam dyplom uczelni, to jednak stanowczo za mało, gdy myślimy o skutecznych podbojach rynku pracy. W czasie studiów warto uczestniczyć w co najmniej kilku programach stażowych, aby zdobyć możliwie tyle doświadczenia, na ile pozwala nam jednoczesne studiowanie, a często też praca zarobkowa niezwiązana z zawodem. Nie można bagatelizować praktyk tylko dlatego, że są bezpłatne. Jeśli zdobywamy pierwsze doświadczanie, lepiej jest wykazać się w tym względzie odrobiną pokory, niż przedstawiać roszczenia.


Elżbieta Gwóźdź

 

Google+

Komentarze