Jak negocjować podwyżkę w pracy?

Jak negocjować podwyżkę w pracy?

Podwyżkę zawsze witamy z otwartymi ramionami, ale rzadko kiedy sama do nas przychodzi. Gdy już uważamy, że na nią zasłużyliśmy, zwykle sami musimy podjąć kroki, aby rzeczywiście ją otrzymać.

Niestety, w Polsce kultura negocjacji jest wciąż za słabo rozwinięta, nie potrafimy profesjonalnie dyskutować o pieniądzach, a rozmowa z szefem o podwyżce to już istne tabu. Tymczasem nie ma się czego ani wstydzić, ani bać.


Od czego zacząć…

Powiedzmy sobie szczerze: jeśli zasługujemy na wyższą zapłatę, powinniśmy się o nią upomnieć. Należy to jednak zrobić z klasą. Nawet, jeśli podwyżka z jakichś względów nie jest nam teraz przeznaczona, każdy poważny zwierzchnik doceni w pracowniku to, że potrafi w sposób profesjonalny o niej rozmawiać. A fakt ten na pewno wpłynie na naszą korzyść. Tylko co to znaczy profesjonalnie i z klasą negocjować podwyżkę?

Aby wypaść dobrze przed przełożonym, a jednocześnie osiągnąć założony cel, musimy odpowiednio przygotować się do rozmowy. Pomoże nam w tym zadanie sobie kilku ważnych pytań:

  • Czy w tej chwili jest właściwy czas na negocjowanie wyższej zapłaty?

Jeżeli firma ma problemy finansowe lub ważą się jej losy, nonsensem byłoby starać się o podwyżkę, bo raczej i tak jej nie dostaniemy. Możemy sobie dodatkowo strzelić w kolano. Co innego, gdy przedsiębiorstwo dość dobrze funkcjonuje, a my kilka tygodni temu zakończyliśmy pracę nad udanym projektem.

  • Czy zasłużyłem na podwyżkę?

Oczywiście że każdy z nas chciałby zarabiać więcej, nawet jeśli już i tak zarabia nie najgorzej. Nie jest to jednak żaden argument. Podobnie jak argumentem nie jest fakt, że mamy ostatnio większe wydatki. Podwyżkę dostaniemy tylko dzięki widocznym efektom naszej pracy. Zastanówmy się więc w jaki konkretnie sposób nasze działania wpłynęły na rozwój firmy. Które autorskie pomysły poskutkowały wzrostem sprzedaży czy zwiększoną liczbą nowych klientów? Dobrze jest postawić na twarde dane i przytoczyć je szefowi. Najlepiej zrobić listę ostatnich osiągnięć. Istotny jest też zakres obowiązków, jakie wykonujemy. Zostajemy często po godzinach? Doszły nam nowe zadania i jesteśmy obarczeni większą odpowiedzialnością? Jak najbardziej mamy prawo do podwyżki, jeśli tylko wykonujemy swoją pracę dobrze i uczciwie.


Ile chcemy zarabiać?

Rozmowa o podwyżce to negocjacje. Nie prosimy o nią, ale negocjujemy. Dlatego warto ustalić jaka jest minimalna kwota, którą możemy zaakceptować, jaka optymalna, a jaka maksymalna. Podczas rozmowy lepiej zacząć od tej ostatniej, ale nie można też przesadzić. Oceniajmy realnie swoje możliwości.

Przed podjęciem inicjatywy upewnijmy się, że szef poświęci nam odpowiednią ilość czasu. Nie bierzmy go z zaskoczenia, kiedy idzie korytarzem na kolejne ważne spotkanie i naprawdę nie może nas wysłuchać. Uprzedźmy go wcześniej, że chcielibyśmy porozmawiać o swojej dalszej karierze w firmie i umówmy się na wizytę w jego biurze konkretnego dnia.


Emocje mogą zaszkodzić

Nie warto podchodzić do sprawy emocjonalnie. Szantaż czy branie przełożonego na litość to postępowanie dalekie od profesjonalizmu. Nawet, jeśli potrzebujemy dodatkowych pieniędzy, bo na przykład: nasza rodzina niedługo się powiększy, planujemy remont lub zepsuł nam się samochód, nie są to trafne argumenty, którymi powinniśmy się posługiwać w negocjacjach. Szef musi przede wszystkim widzieć, co zrobiliśmy dla firmy. W dobrym tonie będzie także zapytanie jego samego o opinię na temat naszych postępów. Rozmowa powinna być kulturalna, spokojna i poprowadzona w życzliwej atmosferze. Pogódźmy to jednak z utrzymaniem pewności siebie. Musimy być przekonani o tym, że jesteśmy wartościowymi pracownikami, w których warto inwestować. Jeśli my sami mamy co do tego wątpliwości, to co dopiero ma myśleć przełożony?

Oczywiście ta pewność siebie nie może być zbyt dalece zakrojona. Zakładanie z góry, że uda nam się postawić na swoim, niesie tylko ryzyko rozczarowania. Weźmy więc pod uwagę, że nawet po odbyciu w pełni profesjonalnej rozmowy możemy nie dostać upragnionej podwyżki z różnych przyczyn, bo na przykład firmy w tej chwili na to nie stać. Nie obrażajmy się wtedy, a raczej spróbujmy postawić w sytuacji przełożonego. Nasza inicjatywa na pewno nie pójdzie na marne. Jeżeli szef nie zaproponuje nam chociaż ekwiwalentu (bezpłatny kurs, lepszy telefon, itd.), to i tak zapamięta nas jako osoby konsekwentne i potrafiące się zachować, znające swoją wartość. Ta informacja utkwi mu w głowie i z pewnością niedługo zaprocentuje na nasz plus.

To pozytywny scenariusz. Może się jednak zdarzyć, że zostaniemy potraktowani z lekceważeniem i niekulturalnie lub notorycznie będziemy odsyłani z kwitkiem, pomimo znacznego zaangażowania w pracę i odnoszenie sukcesów. Wtedy warto rozważyć odejście z firmy.


Elżbieta Gwóźdź

 

Google+

Komentarze